Tutaj jestes:Psychologia dziś nr 1 (2011)»Poczta
Poczta
środa, 16 lutego 2011

Powróżyć, powróżyć!

Oceń artykuł
(1 Głos)

Mam 30 lat, jestem wykształcona, pracuję w renomowanej firmie, a mimo to czasem zachowuję się bardzo nieracjonalnie. Mam słabość do... wróżek.

 

Wiem, że to głupota, a mimo to przed ważnym spotkaniem z klientem, przed randką czy podjęciem decyzji o zaciąg­nięciu jakiegoś kredytu umawiam się na spotkanie z wróżką. Ja – inteligentna kobieta z certyfikatami, studiami podyplomowymi, stażami zagranicznymi – siedzę przed babinką układającą tarota i przyglądającą się wewnętrznej stronie mojej dłoni.

 

Moja mama ostro krytykuje te seanse z wróżką. Przeciwny temu jest również mój chłopak – pewnie dlatego, że ostatnio wróżka ostrzegała mnie przed angażowaniem się w ten związek. Już sama nie wiem, co mam o tym myśleć. Nie potrafię na chłodno odrzucić przepowiedni, bo raz słowa mojej wróżki całkowicie się sprawdziły. Potem różnie z tym bywało, ale tłumaczyłam sobie, że może nie potrafię odpowiednio zinterpretować faktów.

 

Usprawiedliwiam się przed sobą, że w tej mojej słabości do wróżb chyba nie ma niczego złego, skoro z usług wróżek korzysta wielu inteligentnych i znanych ludzi: aktorów, gwiazd estrady, dyrektorów firm... Czy to jest jakaś słabość naszych mózgów? Czemu jesteśmy ciekawi przyszłości i czemu tak łatwo wierzymy w przepowiednie? 


Zuzanna

poniedziałek, 18 kwietnia 2011

Rzeczywiście trudno...

Oceń artykuł
(0 Głosów)
Z wielkim zainteresowaniem przeczytałam w ostatnim numerze „Psychologii Dziś” artykuł Jessego Beringa „Trudno uwierzyć w nicość”. Temat radzenia sobie z trwogą przed śmiercią, lękiem przed przemijaniem jest mi ostatnio bliski.

Nie dlatego, że dowiedziałam się o śmiertelnej chorobie kogoś z moich bliskich; na pogrzebie byłam ostatnio rok temu.

Więc skąd we mnie myśli o umieraniu? Pewnie to jest naturalne, kiedy człowiek zbliża się do połowy (a może już ją przekroczył?) życia, patrzy, jak dzieci dorastają i stają się coraz bardziej samodzielne, niezależne. Patrzy na rodziców, tak energicznych kiedyś, a dziś schorowanych, wymagających pomocy, a w przyszłości pewnie opieki. W artykule Beringa świetnie pokazane są psychologiczne mechanizmy mierzenia się człowieka z wizją śmierci.

Najbardziej zastanawiające jest to, dlaczego – choć rozumiemy, że śmierć oznacza przerwanie funkcji biologicznych – nie potrafimy uznać, że dotyczy to również funkcji psychicznych. Człowiek, istota rozumna, nie chce rozumem objąć tej najboleśniejszej kwestii, nie chce rozstać się ze swoim „ja” – nawet gdy nadejdzie kres...

Chciałabym też podzielić się refleksją, dlaczego dziś tak bardzo (chyba jednak bardziej niż kilkadziesiąt lat temu) boimy się śmierci. Moim zdaniem wpadliśmy w błędne koło: z lęku przed śmiercią zaczęliśmy usuwać ją z widoku (umierających oddaje się do hospicjów, firmie pogrzebowej płaci się za umycie ciała i ubranie do trumny, cmentarze lokuje się coraz dalej od miast...), a im rzadziej ją widzimy, tym bardziej się jej boimy.

Wychowałam się w małym miasteczku i pamiętam z dzieciństwa czuwania przy zmarłych. Miałam 5–6 lat, gdy rodzice zabrali mnie na takie czuwanie przed pogrzebem wujka. Leżał w otwartej trumnie, w pokoju było wiele dzieci i ich obecność uznawano za coś oczywistego, naturalnego.

Dzieci były zabierane na wszystkie pogrzeby w rodzinie i nikt nie uważał, że to wpłynie niekorzystnie na ich psychikę, że będą miały potem koszmary senne. To było oswajanie śmierci – na tyle, na ile to możliwe. 

Michalina
Psychologia Dziś

Statystyki odwiedzin

mod_vvisit_counterOdwiedziny dziś44
mod_vvisit_counterWszystkich odwiedzających216476

Facebook

 
Nasze strony:

2010-2011 (c) www.dda.charaktery.eu

redakcja | reklama | prenumerata | forum | blogi | sklep