wtorek, 31 maj 2011 09:39

Cudowna muzyka neuronów

Sparaliżowani znów będą mogli się poruszać, niewidomi zobaczą, głusi usłyszą - takie cuda obiecują naukowcy, którzy specjalizują się we wszczepianiu implantów do mózgu.

Matthew Nagle mieszka w Bostonie. W szkole średniej był gwiazdą futbolu. 3 lipca 2001 roku spędzał wieczór z grupą znajomych – wybrali się za miasto, na plażę, gdzie palili ognisko. W pewnym momencie 21-letni Matthew oddalił się na chwilę od grupy. Zobaczył wtedy, że jednego z jego przyjaciół zaczepili obcy ludzie. Postanowił pomóc. Wdał się w bójkę. Co wydarzyło się później, Matthew wie tylko z opowiadań. Sam nie pamięta nic. Nie pamięta, jak jeden z napastników wyjął nóż i wbił mu go tuż pod lewym uchem. Ostrze trafiło w rdzeń kręgowy i omal nie pozbawiło chłopaka życia. Gdy Matthew obudził się ze śpiączki, lekarze poinformowali go, że przez resztę życia będzie sparaliżowany od szyi w dół.

Matthew popadł w czarną rozpacz, tak jak wielu, którzy zostali sparaliżowani w wyniku udaru lub wypadku.

– Chciałem umrzeć. Nic mnie nie cieszyło – wyznaje. Iskierka nadziei zatliła się w nim dopiero, gdy dowiedział się, że klinika uniwersytecka w stanie Rhode Island poszukuje ochotników, którzy zechcieliby wziąć udział w eksperymentalnym programie. W jego ramach pięciu sparaliżowanym osobom planowano wszczepienie do mózgów czipów, które miały umożliwić sterowanie komputerem za pośrednictwem myśli. Metodę tę zastosowano wcześniej z powodzeniem u małp. Teraz rządowa komisja FDA (Food and Drug Administration) zezwoliła zespołowi badaczy pod kierunkiem Johna Donoghue, szefa Wydziału Neurologii na Brown University w Providence, na eksperymentalne wszczepienie takich implantów ludziom.

poniedziałek, 16 maj 2011 08:06

Żart jak papierek lakmusowy

Z wielkim zainteresowaniem, ale i uśmiechem od ucha do ucha przeczytałam artykuł „W poszukiwaniu najśmieszniejszego dowcipu pod słońcem” Richarda Wisemana („Psychologia Dziś” nr 1/2011). Przede wszystkim zaintrygowało mnie to, że jeden ze skeczów Monty Pythona zainspirował poważnego profesora psychologii do przeprowadzenia eksperymentu na szeroką skalę.

Wszystko po to, by naukowymi sposobami znaleźć najśmieszniejszy dowcip świata... Muszę przyznać, że rozbawiło mnie to, ale i wydało się nieco absurdalne – po co szukać i czy w ogóle można znaleźć dowcip, który do łez rozśmieszy wszystkich?

Prof. Richard Wiseman bardzo ciekawie prezentuje zarówno przebieg eksperymentu, jak i wnioski z badań – pokazuje mechanizmy powodujące, że dany dowcip bardzo podoba się pewnej grupie osób, ale dla innej grupy byłby nie do przyjęcia. Moim zdaniem to dość istotny wątek dla psychologów społecznych.

Okazuje się bowiem, że czasem nasze poczucie humoru obnaża naszą wrażliwość, inteligencję, kulturę, empatię lepiej niż skomplikowane testy osobowościowe. Wystarczy jeden zbyt rubaszny, gruby kawał i jesteśmy spaleni... Nikt się nie śmieje, drętwa cisza, jakby ktoś w towarzystwie puścił bąka.

Albo przeciwnie – opowiadamy subtelny dowcip, dochodzimy do finezyjnej puenty i... też cisza. A potem konsternacja: tłumaczyć o co w dowcipie chodzi, to jak sugerować innym, że są głupi, bo nie zrozumieli. Próbujemy więc taktownie przetrwać ciszę po dowcipie, ale i tak czujemy się nieswojo, obco w grupie.

Po lekturze artykułu ja też przeprowadziłam własny eksperyment, oczywiście na skalę dużo mniejszą niż prof. Wiseman. Opowiadałam moim znajomym dowcip uznany przez większość uczestników jego badań za najśmieszniejszy. Większość śmiała się, ale mam wrażenie, że ich śmiech był trochę wymuszony. Śmiali się, bo tak wypadało, ale nie dlatego, że naprawdę byli ubawieni.

A może diabeł tkwi nie w treści dowcipu ani wrażliwości odbiorcy, ale w umiejętności opowiadania dowcipów? Bo do tego chyba też trzeba mieć talent. Swoją drogą, to może jest pomysł na kolejne badania i eksperymenty dla psychologów: jak to się dzieje, że niektórzy potrafią rewelacyjnie opowiadać dowcipy – zanim otworzą usta, już wszyscy się śmieją..., a inni spalą każdy kawał. 

Martyna
poniedziałek, 16 maj 2011 08:02

Siedź w kącie sieci

Ronald S. Burt

Neighbor Networks: Competitive Advantage
Local and Personal 


Oxford University Press, 2010

Ronald S. Burt (prawdziwe imię i nazwisko Hobart W. Williams) po raz kolejny próbuje rozwikłać zagadkę, z kim i dlaczego powinniśmy się związać, aby odnieść sukces.

Nie chodzi jednak o przepis na udany bliski związek, ale efektywną pracę i zdobycie dobrej pozycji w organizacji. Burt, profesor socjologii i ekspert od strategii przedsiębiorstw z University of Chicago, przed laty zrewolucjonizował myślenie o sieciach społecznych (ang. social network).

Długo sądzono, że najkorzystniejsza w sieci jest pozycja „gwiazdy” – bycie w samym jej centrum. Na podstawie badań empirycznych Burt dowiódł, że lepsza jest pozycja „pomostu” (ang. bridge) pomiędzy dwiema lub więcej sieciami skupionymi wokół „gwiazd”. Dlaczego tak jest? „Gwiazdy” uzyskują dzięki swym kontaktom dostęp do tych samych informacji. Natomiast „pomost” ma dostęp do kilku jakościowo różnych źródeł informacji jednocześnie.

Może łączyć ludzi w organizacji, umożliwia współpracę między różnymi działami w firmie.  Intuicja nakazuje nam często zabiegać o kontakt z osobami, które pełnią rolę „gwiazdy” w sieci społecznej. Analizując historie kariery analityków, bankowców i menedżerów oraz sieci społeczne, jakie tworzą oni z innymi ludźmi, Burt dowodzi, że jest to błędna tendencja.

„Gwiazdy” zwykle otaczają się osobami, które mają im coś do zaoferowania (np. świetnie dbają o atmosferę pracy w zespole). Sam fakt, że utrzymujemy relacje z kimś, kto jest „gwiazdą” w danej grupie, nie przyda nam umiejętności czy wiedzy. To nie jest klucz do sukcesu i rozwinięcia w organizacji własnego potencjału. Którędy więc droga?

Burt sugeruje coś, co przypomina zasadę: „Siedź w kącie, a znajdą cię”. Najpierw musimy zainwestować w swoje umiejętności i wiedzę, a wtedy osoby znaczące w sieci społecznej same będą szukać z nami kontaktu, gdy zobaczą, że nikt inny nie potrafi np. tak dobrze dbać o klimat pracy w zespole. 

Jeśli chcemy zobaczyć, jak to działa, wystarczy na Facebooku wybrać opcję „Social Graph”. Na ekranie pojawi się sieć stworzona z naszych znajomych, przyjaciół, współpracowników i rodziny. Rysunek pokaże, kto z nich jest jednocześnie znajomym kogoś innego w tej samej sieci. Taka sieć tworzy niezwykłe formy. Ronald S. Burt i inni badacze zajmowali się takimi zjawiskami na wiele lat przed założeniem Facebooka. 

Katarzyna Growiec
poniedziałek, 16 maj 2011 08:01

Wielka moc małych cząstek

Nanotechnologia ma być kluczową technologią medyczną XXI wieku. Mikroskopijne cząstki docierając do każdej komórki organizmu, do każdego zakamarka mózgu, zyskają niemal boską moc – prorokują naukowcy. Czy jednak na pewno potrafimy tę moc okiełznać?

poniedziałek, 16 maj 2011 07:59

Żel, który myśli

Naukowcy eksperymentują z mieszanką substancji chemicznych, która ma zastąpić krzemową inteligencję. Czy to pierwszy krok do stworzenia sztucznego mózgu?

poniedziałek, 16 maj 2011 07:58

Mój przyjaciel robot

Roboty zabawki zachowują się jak domowe zwierzątka: są samodzielne, przywiązują się do człowieka i potrzebują miłości. Ich czarowi ulegają nie tylko dzieci – kochają je także dorośli.



CAŁOŚĆ ARTYKUŁU W „PSYCHOLOGII DZIŚ”

 

poniedziałek, 16 maj 2011 07:56

Neuro­­jasnowidzenie

Móc przewidzieć, co ktoś zrobi? Bezcenne. Co wybierze konsument, na kogo zagłosuje wyborca, czego chce ukochana, co kombinuje szef... Gdybyśmy wszystko to wiedzieli zawczasu, bylibyśmy szczęśliwi i bogaci. Czy neuronauka nam w tym pomoże?

poniedziałek, 16 maj 2011 07:47

Spis treści

CZYTANIE W MYŚLACH

Mechanika czytania w myślach     

Techniki neuroobrazowania otwierają drzwi do ludzkiego umysłu tak szeroko, jak nigdy dotąd. Jesteśmy tylko krok od odczytywania ludzkich myśli – twierdzi Daniel Bor.

Neurojasnowidzenie

Mateusz Gola i Jan Kamiński demaskują słabości współczesnych metod jasnowidzenia.

Nowe szaty sprawiedliwości    

Czy system prawny czeka neurorewolucja? Czy skanowanie mózgu stanie się dla prawa nowym objawieniem? Takim jak wprowadzenie na salę sądową technik porównywania DNA? – zastanawia się Stephan Schleim.

Obrazy z głowy

Co tak naprawdę pokazuje funkcjonalny rezonans magnetyczny i jakich wniosków z tworzonych w nim obrazków absolutnie nie wolno nam wyciągać? – wyjaśnia Michael Shermer.



MÓZG I TECHNOLOGIA

Cudowna muzyka neuronów    

Badania nad implantami, które pozwalają sterować urządzeniami za pośrednictwem myśli, relacjonuje Verena Ahne.

CoRA złota rączka

Człowiek jest mistrzem skomplikowanych ruchów. Żaden robot mu w tym nie dorównuje. Jednak naukowcy próbują to zmienić. Nauczyć maszyny tego, co potrafi już trzyletnie dziecko – opowiadają Gregor Schöner i Ioannis Iossifidis.

Mój przyjaciel robot

Czym i w jaki sposób roboty czarują człowieka – pisze Miriam Ruhenstroth.



INTELIGENCJA I CHEMIA


Żel, który myśli

Naukowcy eksperymentują na mieszance substancji chemicznych, która ma zastąpić krzemową inteligencję. Czy to pierwszy krok do stworzenia sztucznego mózgu? – pyta Duncan Graham-Rowe.

ZDROWIE I NANOŚWIAT

Wielka moc małych cząstek

Anna von Mikecz zastanawia się, czy nanocząstki nie są przyczyną schorzeń neurodegeneracyjnych, takich jak choroba Parkinsona lub Alzheimera.
poniedziałek, 16 maj 2011 07:41

Marionetki mózgu?

Do czego jest nam potrzebny mózg? Pytanie na pozór naiwne, choć niektóre informacje w Internecie wskazują, że przez jakiś czas można się bez tego organu obyć.

Oto przykład: „Żołnierz Borys Lucznik działał w zwiadzie za liniami niemieckimi. Porucznikowi – dowódcy zwiadu – mina urwała głowę. Porucznik rozpiął płaszcz, wyjął mapnik i przekazał mapę z rozkazami Lucznikowi, a następnie przewrócił się na trawę i zmarł”.

 Kolejne informacje pochodzące z tej samej strony (dziękuję Piotrowi Wolskiemu za wskazanie źródła) są równie krwawe co niesamowite.  Wiedza na temat funkcji mózgu zmienia się coraz szybciej i dziś wiadomości podobne do powyższej traktuje się jako folklor.

Zapewne po utracie mózgu przez krótki czas działają jakieś automatyzmy, choć mało prawdopodobne jest, by miały one tak złożony charakter, jak w opisanym wyżej przykładzie. Współcześni badacze interesują się nie tyle tym, co człowiek może zrobić bez mózgu, ile tym, co dzieje się w mózgu, zanim człowiek cokolwiek zrobi.

Starają się zajrzeć w głąb nieuszkodzonego mózgu, posługując się coraz bardziej wyrafinowanymi technikami. Wyniki tych badań otwierają przed nami zupełnie nowe perspektywy.  Weźmy choćby pod uwagę problem wolnej woli. Pierwsze badania przeprowadzone przez Libeta wskazywały na to, że zanim człowiek podejmie decyzję dotyczącą naciskania na klawisz komputera, w mózgu pojawiają się zmiany w okolicach odpowiedzialnych za planowanie ruchów.

Zmiany te wyprzedzają o około jedną trzecią sekundy wykonanie samego ruchu. Mówiąc inaczej, najpierw mózg coś robi, a potem pewna decyzja pojawia się w naszej świadomości. Późniejsze badania wykazały, że odstęp czasowy jest znacznie dłuższy – zmiany aktywności mózgu wyprzedzają o 10 sekund świadome podjęcie decyzji. Oznacza to, że potrafimy przewidzieć, co człowiek zrobi 10 sekund przed wykonaniem pewnego działania.

Czy jesteśmy zatem marionetkami poruszanymi przez nasze mózgi? Na razie potrafimy dokonywać takich przewidywań tylko w krótkiej perspektywie czasowej, na dodatek dotyczą one bardzo prostych zachowań. Można wyobrazić sobie, że następnym krokiem będzie próba wywołania procesów mózgowych warunkujących podjęcie określonego działania. Taka perspektywa wydaje się katastroficzna. Pomyślmy: świat mógłby zostać zaludniony przez osoby sterowane przez innych, posłusznie wykonujące zlecone im zadania.

Oczywiście, mogą to być działania służące dobru wspólnemu, ale mogą być też działaniami szkodliwymi dla innych. Wizja zaprogramowanych osobników wykonujących dowolne rozkazy jest przerażająca. Na dodatek pojawia się proste pytanie: kim są ci, którzy programują mózgi innych i czy przypadkiem ktoś nie programuje ich mózgów?

Niezależnie od stopnia rozwoju nowoczes­nych technik badania pracy mózgu, prędzej czy później trzeba będzie odpowiedzieć na pytanie, jak funkcjonują nasze mózgi w relacjach społecznych. W sytuacjach takich olbrzymia złożoność procesów zachodzących w jednym mózgu spotyka się ze złożonością procesów występujących w mózgu drugiego człowieka – można powiedzieć, że mamy tu do czynienia ze złożonością do kwadratu.

Tymczasem jak dotąd droga poszukiwań wybrana przez współczesnych badaczy polega na redukowaniu złożoności. Ograniczają się oni do analizy reakcji w sytuacjach stricte laboratoryjnych, w których trzeba podejmować proste decyzje (nacisnąć klawisz albo nie nacisnąć; to nie jest tożsame z problemem „być albo nie być”!).

Swoistym komentarzem do tej sytuacji jest tytuł opublikowanego w 2007 roku przez Roya Baumei­stera oraz jego współpracowników artykułu „Psychologia jako nauka o zeznaniach introspekcyjnych i ruchach palców”. Jeśli pominiemy pierwszą część tytułu, to widzimy, że znaczna część badań eksperymentalnych omawianych w tym numerze „Psychologii Dziś” odwołuje się do prostych reakcji, niezwykle odległych od tego, z czym mamy do czynienia w naturalnych sytuacjach życiowych.

Tymczasem te ostatnie nie dają się rozwiązać za pomocą podejścia laboratoryjnego. I tym samym stwierdzenie faktu, iż procesy zachodzące w mózgu wyprzedzają jakieś zachowania, nie zwalnia człowieka od odpowiedzialności za te zachowania. Nie można powiedzieć: to nie ja, to mój mózg, tak samo jak nie można powiedzieć: to nie ja cię uderzyłem, tylko moja ręka. 

Badania omawiane w tym zeszycie wskazują nie tylko na zagrożenia związane z podpatrywaniem pracy mózgu bez wiedzy jego „właściciela”/„sługi” (niepotrzebne skreś­lić), lecz także dają nadzieję ludziom dotkniętym przez poważne choroby. Pokazano na przykład, że osoby sparaliżowane mogą za pomocą własnych myśli sterować sztuczną ręką. Chylę czoła przed maestrią badaczy, którzy wkroczyli na zupełnie nowe pole.

prof. Tomasz Maruszewski